ROCZNICOWE WSPOMNIENIE
Dodane przez zrecin dnia 22.06.2020

Był 2015 rok, 22 czerwca o godzinie 22.00 zręcińskie dzwony obwieściły, że zmarł ks. Prałat Jerzy Moskal.

Ksiądz Dariusz Dziadosz opowiadając o życiu ks. Prałata Jerzego Mostala mówił: „dzisiaj chcąc powiedzieć cokolwiek o ks. Prałacie trzeba by najpierw pytać nas…".
Mając na uwadze te słowa ks. Dariusza pragnę napisać parę zdań, jako ten najmniejszy świadek, który chce teraz przestawić, kilka wersetów z opasłych trzydziestu tomów jakie zapisał w zręcińskiej parafii wspaniały człowiek, dostojny kapłan ks. Prałat Jerzy Moskal.

O swoim pierwszym spotkaniu ze Zręcinem tak mi opowiadał:...


Rozszerzona zawartość newsa

Był 2015 rok, 22 czerwca o godzinie 22.00 zręcińskie dzwony obwieściły, że zmarł ks. Prałat Jerzy Moskal.

Ksiądz Dariusz Dziadosz opowiadając o życiu ks. Prałata Jerzego Mostala mówił: „dzisiaj chcąc powiedzieć cokolwiek o ks. Prałacie trzeba by najpierw pytać nas…".
Mając na uwadze te słowa ks. Dariusza pragnę napisać parę zdań, jako ten najmniejszy świadek, który chce teraz przestawić, kilka wersetów z opasłych trzydziestu tomów jakie zapisał w zręcińskiej parafii wspaniały człowiek, dostojny kapłan ks. Prałat Jerzy Moskal.

 

 

O swoim pierwszym spotkaniu ze Zręcinem tak mi opowiadał: „wszedłem do kościoła przed wielkim ołtarzem uklęknąłem na oba kolana, po chwili podniosłem do góry głowę i od tej pory zachwyciłem się pięknym ołtarzem, w którym zobaczyłem obraz Matki Jezusa, do której przed chwilą się modliłem”.

Jego początki tutaj nie były łatwe. Ówczesny proboszcz był już ciężko chory. Ks prałat zajmował się nim nie dzień, dwa, ale o wiele dłużej. Tyle nieprzespanych nocy przy łóżku ciężko chorego wtedy ks. Łuksika. Tą opieką zaskarbił sobie wiele serc parafian.

Dlatego dzisiaj chcę Ci księże Prałacie powiedzieć, że pamiętam i jestem wdzięczny za pokazanie nam jak cennym jest drugi człowiek i z jakim szacunkiem należy się z nim obchodzić bez względu na okoliczności.

Nie były to czasy łatwe. Autorytet jaki zbudował poprzedni proboszcz. Podnosił poprzeczkę wysoko. Ale przyszło się zmierzyć też i z nową rzeczywistością także polityczną. To na ks. Prałata mogli liczyć wszyscy Ci, którzy próbowali zmienić koleje naszej złej rzeczywistości. Jak zawsze otwarty i przychylny pokazał się jako wielki patriota, mądry kapłan, służący swoją radą i nie tylko. Jednak stanowczy nie pozwalający sobą i swoją parafią manipulować, użyczając pomieszczeń na spotkania i biorący w nich udział jako skromny słuchacz zawsze zadawał trudne pytania znanym politykom tamtych lat, a niektórym odmawiał wprost.

Dlatego chcę Ci księże Prałacie dzisiaj powiedzieć, że pamiętam i jestem wdzięczny za pokazanie nam drogi ku solidarności, dzięki której mogliśmy być razem z dziesięcioma milionami innych, dzięki temu dzisiaj możemy patrzeć prosto w oczy naszej Ojczyźnie.

Kiedyś powiedział do mnie: „to mój pierwszy proboszcz nauczył mnie kochać książkę i tak mi do dnia dzisiejszego zostało”. Książka to symbol wiedzy i mądrości, które rozwija uczestnicząc w sympozjach zjazdach, z każdego wykładu stara się zdać relację, młodzież namawia do podejmowania studiów, bo ceni ludzi zdążających ku wiedzy, docenia trud nauki. Pamiętam jak ciekawsze artykuły (Internet nie zawsze istniał), sam kserował i osobiście rozdawał chcąc by jak najwięcej osób mogło poznać myśli i zadnia doskonałych felietonistów i wykładowców wyższych uczelni. Jak relikwię trzymam pierwszą otrzymaną od Ciebie księże Prałacie książkę z dedykacją, gdzie po raz pierwszy nazwałeś mnie Przyjacielem.

Dlatego chcę Ci księże Prałacie, drogi Przyjacielu powiedzieć, że pamiętam i jestem wdzięczny za naukę i wychowywanie naszych dzieci i Twoją mądrość, z której odkrawałeś najlepsze kęsy i częstowałeś każdego.
Jureczku zwrócił się do mnie - „pamiętaj, dla Jezusa wszystko co najlepsze, zawsze wszystko co najlepsze, pamiętaj”. Pamiętam księże prałacie, pamiętam Przyjacielu te słowa choć wypowiedziałeś je naście lat temu.

Wielki budowniczy, tak go tu nazwaliśmy, zamawiał najlepsze materiały i sprzeciwiał się tym, którzy chcieli zatrudniać fachowców z najniższej półki i najtańszym kosztem budować czy wykonać remonty kościoła. Dla Jezusa wszystko co najlepsze. Całe swoje probostwo, swoje życie można rzec spędził na budowach. Był w lesie przy ścince drzew, w urzędzie i na wieży kościelnej. Jak dobry gospodarz doglądał nawet najmniejszych szczegółów by i te były najlepszymi.
Kiedyś w okresie wakacji zapytałem ksiądz prałat nie wyjeżdża odpocząć? On na to niech jadą księża wikariusze są młodzi niech dobrze wypoczną ja jestem zahartowany i szedł na miejsce budowy.
Gdy trzeba było podjąć decyzję zawsze, ale to zawsze pytał o zdanie parafian w danej dziedzinie fachowców. Ile to kilometrów przemierzył by zobaczyć tylko jak robią to inni. Efekty pracy firm, które chciał zatrudnić. Tym samym uniknął wielu złych decyzji.
Jak stanowczym był niech świadczy fakt, że gdy zamówił projekt kaplicy cmentarnej zobaczywszy efekt pracy architekta na miejscu, już w jego pracowni podjął decyzję –Panu już dziękujemy. Wolał zapłacić karę niż zgodzić się na coś co delikatnie mówiąc odbiegało od estetycznego charakteru zręcińskiej świątyni .

Dlatego dzisiaj chcę Ci księże Prałacie, podziękować za każdą Twoją decyzje, za trud obecności przy nadzorowaniu wszystkich prac, za umiejętność pytania o zdanie innych, za Twój smak, wyczucie piękna, dzięki czemu pozostawiłeś solidny ślad w zręcińskiej historii dla kolejnych pokoleń.

Były też i takie chwile Przyjacielu, kiedy słyszałem Twój załamany głos, kiedy widziałem łzy człowieka, stojącego przed tłumem parafian. Mówiącego o lagrach wschodu i bohaterach naszego Narodu. Gdy przy ołtarzu całe swoje serce dawał jako świadectwo pokory nie tylko wobec Boga, ale i Ojczyzny, blisko siedzący słyszeli jak przełyka ślinę, coraz częściej i częściej, z trudem wypowiadał kolejne słowa zdania. Trzeba było wtedy popatrzeć głęboko w jego oczy napełnione łzami by zrozumieć, że stoi przed nami nie tylko kapłan, wspaniały kaznodzieja, stanowczy proboszcz i zorganizowany administrator, lecz człowiek, człowiek wrażliwy na ludzką krzywdę, wielki patriota Polak.

Dlatego chcę Ci księże Prałacie dzisiaj powiedzieć, że pamiętam te Twoje słowa, które sprawiały, że moje i nie tylko moje serce płakało łzami razem z Tobą gdy tylko przypominam sobie z jaką czcią i szacunkiem wypowiadałeś słowa: Wolność i Ojczyzna.

Pamiętam jeszcze taką chwilę, choć to prawie ćwierć wieku temu: prymicyjna Msza św. ks. Andrzeja Wolanina i ks. Dariusza Dziadosza. Z ambony słychać słowa: „Jeśli będzie chodził w kapeluszu powiedzą, kto jeszcze chodzi w kapeluszu, jeśli by włożył beret poluje na dziwną nowoczesność jeśli będzie miał przyzwoitą sutannę i buty – popatrz jaki elegancik, jeśli będzie nosił sutannę połataną i buty byle jakie – udaje biedaka cytował dalej w swoim wspaniałym kazaniu z ks. prałat Mieczysław Wolanin.

Zrozumiałem wtedy, jak trudno jest pokonać ludzką skłonność do oceny innych, zwłaszcza księży, jak trudno jest zarazem zobaczyć w człowieku, nie proboszcza w kapeluszu czy berecie, w takiej czy innej sutannie czy butach, ale kapłana, mojego księdza, który udziela sakramentów, który mnie błogosławi, który w mojej i naszej intencji odprawia eucharystię, który daje przykład, którego wady nie są istotne, bo mamy je wszyscy, ale dobro, którym dzielić się pragnie.
I podczas jednej z uroczystości zobaczyłem jak mój proboszcz leży krzyżem przed wielkim ołtarzem. Przeprasza oraz prosi swoich parafian o przebaczenie, sam wybaczając. Właśnie w takich chwilach można zobaczyć prawdziwe, szczere i pokorne serce kapłana i przypomnieć sobie, jak pukałeś drogi księże prałacie do niejednych drzwi tych osób, których nie widziałeś w kościele, rozmawiałeś z ich rodzinami, by wiedzieli, że jest Jezus, który na nich czeka, by się nie spóźnili na spotkanie z nim, niestety nie wszyscy zdążyli i przychodzili do Ciebie już za późno - jak sam mawiałeś - w sprawie pogrzebu.

Dlatego chcę Ci księże Prałacie dzisiaj podziękować za każde nawrócenie w naszej parafii za tyle powołań, które gdy byłeś proboszczem miały tu miejsce, za poustawianie drogowskazów na drodze ku zbawieniu, za każdy udzielony sakrament za błogosławieństwa za przebaczenie i szeptane zmęczonymi wargami modlitwy w naszych intencjach, a wiem, że były wysłuchane.

Jeszcze ten wieczór chciałem jeden wspomnieć. Późno już było, gdzieś po 22.00 wokół kościoła widzę jakaś ciemną postać. To ks. proboszcz jest na spacerze. Gdy chciałem podejść by się przywitać. Zatrzymał się, spuścił głowę i tak stał i stał. Widać było tylko oświetloną latarnią zamyśloną i zmęczoną twarz, którą podparł ręką.
Wtedy zrozumiałem, że tam stoi zwykły człowiek, który samotnie musi przejść przez wszystkie kłody rzucane mu pod nogi, zamknięty w pokoju plebani, sam musi się zmierzyć z każdym złym słowem wymierzonym w niego, nawet sukcesy swoje samotnie przychodzi mu świętować. Po chwili ruszył spojrzał na odnowioną wieżę zręcińskiego kościoła, znów stanął, lecz ja nie śmiałem już przeszkadzać.

Dlatego chcę Cię mój Przyjacielu, choć wiem, że to za późno, dzisiaj przeprosić, za każdą chwilę, w których nas, mnie potrzebowałeś, a ani ja, ani nikt inny nie zapukał w ten czas do twych samotnych na plebani drzwi.

Księże Prałacie swoje dzieło przekazałeś, innemu, jak mówiłeś i podkreślałeś godnemu następcy, wykształconemu kapłanowi. Dzisiaj już nie ma Cię razem z nami. Ale wiem, że tam w niebie wciąż dbasz o swoich parafian i wypraszasz dla nich przebaczenie win. Bo taki byłeś, uparty do końca, ale z sercem gołębia. Proszę Cię przyjmij ten bukiet pamięci, proszę przyjmij ten bukiet słów zwyczajnych jak polne kwiaty, ale z głębi serca płynących. Przyjacielu, księże Prałacie, Dziekanie, brakuje dziś nam tu na ziemi Ciebie.

Jurek Szczur