Opowiem Ci o pewnym człowieku /Jurek Szczur
Dodane przez zrecin dnia 11.01.2020

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o kolejnym człowieku, naszym ziomku, człowieku, o którym w zręcińskiej szkole nie słyszałem, choć w zręcińskiej szkole się wychowywał, a był to człowiek, z którym liczył się w jakimś stopniu świat.

Walerian  Stanisław  Mercik  urodził się 3 listopada 1893  r. w Zręcinie. Do szkoły podstawowej w Zręcinie miał najbliżej ze wszystkich dzieci, bo w niej ...


Rozszerzona zawartość newsa

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o kolejnym człowieku, naszym ziomku, człowieku, o którym w zręcińskiej szkole nie słyszałem, choć w zręcińskiej szkole się wychowywał, a był to człowiek, z którym liczył się w jakimś stopniu świat.


Walerian  Stanisław  Mercik  urodził się 3 listopada 1893  r. w Zręcinie. Do szkoły podstawowej w Zręcinie miał najbliżej ze wszystkich dzieci, bo w niej mieszkał. Jego tato Józef był w niej nauczycielem i wraz z żoną Henryką i dziećmi mieszkali w starej szkole Klobassy na dzisiejszej ulicy Kościelnej. Maturę uzyskał w Jaśle. W Pradze czeskiej rozpoczął studia  prawnicze. Niestety realia życia w zaborach były inne. W czasie studiów został powołany do armii austriackiej, w której  odbył kampanię bał­kańską w stopniu podporucznika.
Czas, w którym Polska odzyskiwała niepodległość spędził we Włoszech, bo w listopadzie 1918 roku został wzięty do niewoli i osadzony w obozie oficerskim pod Monte Cassino.  Później przedostał się  do  Francji,  by z  Armią generała Hallera powrócić do Ojczyzny. Jako  dowódca  kompanii,  a  potem  batalionu  49 pp (tak zwanego "huculskiego"), walczy na froncie wschodnim z bolszewikami oraz w Bitwie warszawskiej, a następnie w ofensywie polskiej.

Po wojnie w 1922 został powołany do Szkoły Podchorążych w Warszawie  jako instruktor, a w czasie  przewrotu majowego był dowódcą kompanii. Po tych majowych wydarzeniach rozpoczął studia w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie gdzie uzyskuje stopień  kapitana dyplomowanego.
Zostaje  odkomenderowany  do  dowództwa  5 Dywizji Piechoty, a następnie do Dowództwa Okręgu Korpusu we Lwowie, a po jednorocznym stażu w 7. pułku piechoty Legionów  wraca już  do Warszawy jako podpułkownik dyplomowany.
Zostaje skierowany do pracy w Sztabie  Głównym, gdzie  otrzymał przydział do Sekretariatu  Komitetu Obrony Rzeczypospolitej i tam zastaje go II wojna światowa.

Jako oficer Sztabu Głównego z rządem RP ewakuował się do Rumunii. Tam został internowany, skąd w grudniu ucieka i przy wsparciu rządu na uchodźctwie, aż do listopada 1940 pracuje w attachacie polskim w Bukareszcie.

Niestety żona w raz z synem są w innym miejscu, los nie okazał się szczęśliwym ginie jego żona, a 15.letni syn Adam zostaje sam w Palestynie.  W tej sytuacji ppłk.  Mercik stara się przedostać do Palestyny. Udało się i z początkiem 1941 roku został wcielony do Samodzielnej  Brygady Strzelców Karpackich jako szef sztabu Ośrodka Zapasowego i dowódca kompanii Legii  Oficerskiej, a następnie zostaje  mianowany kierownikiem  Bazy  Łączności  Oddziału  Specjalnego Sztabu Naczelnego  Wodza w  Kairze.
 
Jak pisze Grzegorz  MAZUR „Baza  kierowana  przez  ppłk.  Mercika  do tej  pory została omówiona tylko w  jednej  książce. Najbardziej  prawdopodobne  jest  przypuszczenie,  że  sprawy  łącz­ności  konspiracyjnej z krajem  uważane były za  szczególnie poufne i  stąd nie  znalazły pełnego odbicia w  historiografii. Baza  kairska  budowała kanały  polskiej  łączności  konspiracyjnej  na  Bałkanach:  w Grecji  i Jugosławii, a  stamtąd sięgano na Węgry. We wspomnieniach  ppłk.  Mercika znajdujemy wiele  szczegółów dotyczących wydarzeń w  czasie wojny w  tych krajach, a  zwłasz­cza w Jugosławii.  W  wielu przypadkach są to sprawy prawie zupełnie  nie  znane.”
Zadaniem takich placówek było utrzymywanie łączności między dowództwem polskich sił zbrojnych na Zachodzie a kierownictwem Armii Krajowej w Polsce. Baza kairska podjęła się jednak dodatkowego zadania: zorganizowania polskich oddziałów partyzanckich w okupowanych przez państwa Osi krajach bałkańskich

Ppłk. Mercik podejmuje próby zorganizowania takich oddziałów. Polacy tam się znajdujący przypinają biało czerwone wstążeczki do obcych mundurów i tworzą zalążek polskich oddziałów wspomagając miejscową partyzantkę w walkach. Nie spodobało się to  bezpośrednim przełożonym ppłk.Mercika Brytyjczykom i na ich żądanie baza w Kairze została zlikwidowana, a ppłk. Mercik przeniesiony został do 2. Korpusu we Włoszech, a w 1946 roku wyjechał do Anglii, gdzie po demobilizacji  pozostał do 1952  r.  W Londynie poświęcił się pracy społecznej w Związku Oficerów i Podoficerów Zawodowych.  

Niestety sytuacja Polaków po wojnie w Anglii uległa zmianie: nie byliśmy "comrade in arms", ale ci, którzy zabierają pracę tubylcom - powiada syn Adam. Trzeba było emigrować, a Kanada była łatwym wyborem. W 1952 wraz  z  synem  wyemigrował do Kanady.  Brał czynny  udział w  życiu  polonijnym  oraz  kombatanckim  wygłaszając  szereg odczytów,  które cieszyły się wielką popularnością. Wiele publikował. Zmarł nagle na zawał serca 17 czerwca1957 r.

Ppłk dyp. Walerian MERCIK (ps. Łopuszyński Wojciech, „Żeglecki Adam, Saturn, Alex) za męstwo w walkach w różnym czasie wielokrotnie był odznaczany. Czterokrotnie za walki z bolszewikami - Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Niepodległości. Otrzymał szereg odznaczeń brytyjskich oraz włoski order  "Corona  di  Italia".

Zdjęcie przedstawia podchorążego Adama Mercika wnuka zręcińskiego nauczyciela zrobione wkrótce po zakończeniu wojny.


Syn Adam Mercik, również żołnierz  tak mówił na jednym ze spotkań polonijnych w 2018 roku:
„Od wczesnego dzieciństwa moim marzeniem było jak najszybciej włożyć mundur - być żołnierzem. Nie pamiętam kiedy, ale moja Matka powiedziała, że się tym marzeniom nie dziwi, bo bardzo wcześnie miałem chrzest ogniowy - ściśle mówiąc, kiedy miałem jeden miesiąc. Oczywiście można się uśmiać, ale jest w tym element prawdy: otóż mój ojciec był dowódcą kompanii podchorążych piechoty w szkole w Warszawie umieszczonej wtedy w Alejach Ujazdowskich. W maju 1926 nastąpił kryzys rządowy, wojska pod dowództwem Marszałka Piłsudskiego żądały usunięcia prezydenta - doszło do walk ulicznych. Szkoła Podchorążych - wierna przysiędze, opowiedziała się po stronie prezydenta i znalazła się pod ogniem ciężkich karabinów maszynowych. Matka opowiadała, jak kilka razy dziennie musiała zabierać mnie z kojca i uciekać do piwnicy, gdy nad głową gwizdały kule. No więc, czy nie był to chrzest ogniowy?
Po śmierci mojej żony, opowiada dalej pan Adam, musiałem opuścić mój wręcz ukochany Hudson, by po 30-tu latach przenieść się do domu starców w Manoir Westmount.
Patrząc wstecz miałem bardzo bogate, ale i też szczęśliwe życie - na co można przytoczyć polskie powiedzenie: Głupi ma zawsze szczęście!”

Zakończył opowieść o swoim życiu wnuk Józefa Mercika zręcińskiego nauczyciela, którego nagrobek znajduje się do dnia dzisiejszego na zręcińskim cmentarzu oraz jego żony, ale już prawie nikt, nawet w listopadowe dni, nie zapala na nich znicza pamięci.

Jurek Szczur