Trumnę w wieńce strojną nieśli, pomimo błota, wichru i deszczu,
Dodane przez zrecin dnia 19.03.2009


W książce „Zręcin 1227 - 1945” autorzy podali za S. Brzozowskim, że miejscem spoczynku Honoraty – żony Ignacego Łukasiewicza jest Zręcin.
 
Na grobie została umieszczona prowizoryczna tablica z jej Imieniem - rozdzwoniły się telefony, że jest to nieprawda. Jeden z krakowskich historyków upierał się, że Honorata spoczywa na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. W tym celu wystąpił nawet do zarządu krakowskiego cmentarza o potwierdzenie jego teorii. Niestety jak sam stwierdził w rozmowie telefonicznej w spisie cmentarza Pani Łukasiewiczowa nie występuje. A wystarczyło sprawdzić Liber Mortuorum z 1897 roku parafii zręcińskiej, z której dowiadujemy się, że 24 września Honorata zmarła w Krakowie, a na trzeci dzień, 27  na tutejszym cmentarzu odbył się jej pogrzeb -  co poświadczył proboszcz Julian Krygowski. Możemy się domyślać, że organizacją pogrzebu mogła zając sięWalentyna Jadwiga z Antoniewiczów Humnecka (córka powstańca styczniowego, przygarnięta przez Łukasiewiczów i od 5 roku życia przez nich wychowywana) mieszkająca wtedy w Krośnie, która zmarła za parę miesięcy, następnego roku, a nagrobek jej znajduje

Rozszerzona zawartość newsa


W książce „Zręcin 1227 - 1945” autorzy podali za S. Brzozowskim, że miejscem spoczynku Honoraty – żony Ignacego Łukasiewicza jest Zręcin.

Na grobie została umieszczona prowizoryczna tablica z jej Imieniem - rozdzwoniły się telefony, że jest to nieprawda. Jeden z krakowskich historyków upierał się, że Honorata spoczywa na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. W tym celu wystąpił nawet do zarządu krakowskiego cmentarza o potwierdzenie jego teorii. Niestety jak sam stwierdził w rozmowie telefonicznej w spisie cmentarza Pani Łukasiewiczowa nie występuje. A wystarczyło sprawdzić Liber Mortuorum z 1897 roku parafii zręcińskiej, z której dowiadujemy się, że 24 września Honorata zmarła w Krakowie, a na trzeci dzień, 27  na tutejszym cmentarzu odbył się jej pogrzeb -  co poświadczył proboszcz Julian Krygowski. Możemy się domyślać, że organizacją pogrzebu mogła zając sięWalentyna Jadwiga z Antoniewiczów Humnecka (córka powstańca styczniowego, przygarnięta przez Łukasiewiczów i od 5 roku życia przez nich wychowywana) mieszkająca wtedy w Krośnie, która zmarła za parę miesięcy, następnego roku, a nagrobek jej znajdujesię obok grobowca Łukasiewiczów.

Co prawda nie ma nigdzie wzmianki, że żona Ignacego została pochowana w grobowcu wraz z mężem. Wiemy na pewno (napis na grobowcu), że grobowiec zbudowała Honorata,  ponieważ Łukasiewicz był pochowany w kaplicy Karola Klobassy. Dopiero później (po wybudowaniu grobowca) przeniesiono trumnę. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że budując grobowiec dla męża przygotowała w nim miejsce dla siebie, ufundowała jeszcze tablicę pamiątkową z czarnego marmuru w naszym kościele i wyjechała do Krakowa, gdzie w 1897 roku zmarła.

 

Patrząc dzisiaj z perspektywy czasu, można powiedzieć, że przez 112 lat nikt nie postarał się o inskrypcję na nagrobku, a przecież ludność Chorkówki i Leśniówki zawdzięcza jej szkołę powszechną, Chorkówka szkołę koronkarską, dla parafii ufundowała wiele cennych darów praktycznie dla większości miejscowości obecnej gminy jest zasłużona.

Wykujmy więc w granitowej płycie napis i umieśćmy na grobie byśmy się nie musieli wstydzić - przecież jesteśmy to winni tak Honoracie jak i Ignacemu.

 

Nie jest znany opis pogrzebu Honoraty, ale wspominając jej pamięć przypomnijmy sobie pogrzeb  (mimo, iż opis jest obszerny) jej męża może nie wszyscy wiedzą, że parę tysięcy osób wszystkich stanów przybyło do Zręcina by pożegnać tego człowieka. Do chwili obecnej żadna chwila, żadna uroczystość w naszej miejscowości nie zgromadziła tylu osób.

 

Oto jak naoczny świadek J. P. opisuje w „Strażnicy Polskiej"  pogrzeb Ignacego Łukaszewicza (fragmenty):

 

„Jak pięknem było życie ś. p. Ignacego, tak błogosławioną była śmierć jego. Trzeba było widzieć złożone w dworskiej kaplicy na katafalku, okolone światłem i zielenią, resztki ziemskiego żywota jego. (…)

 

A jakże rzewną i do głębi wzruszającą była chwila rozstania się ś. p. Ignacego, raczej resztek jego, z zacną małżonką, krewnymi, przyjaciółmi, włościanami i domem, który tyle lat zamieszkiwał i czynami swemi prawie w świątynię i skarbiec łask przemienił. Z cicha dotąd wylewane łzy bólu i żalu ozwały się sercem rozdzierającym chórem łkań, jęków boleści i łez strumieni, gdy przed domem stanęła trumna ze zwłokami, a ksiądz Szalaj z Bóbrki wymownemi i rzewnemi słowy, zaznaczając pokrótce ogrom straty w skonie ś. p. Ignacego, ostatnie w jego imieniu wyrzekł błogosławieństwo i pożegnanie. Płacz i żal był powszechny, a łkania i jęki boleści, nawet najmniej skłonnych do łez poruszały. Nawet wierny pies ś. p. Ignacego nie dał się wyprzedzić i on prze­ciągłym żałosnym jękiem wtórował licznie z wszech stron zgromadzonym żałobnikom.

 

Około godz. 4 po południu ruszył żałobny pochód ku przeszło pół mili odległemu kościołowi parafialnemu w Zręcinie. Trumnę w wieńce strojną nieśli, pomimo błota, wichru i deszczu, przez całą drogę na barkach okoliczni obywatele, urzędnicy i mieszczanie z Krosna, górnicy z destylarni w Chorkówce i kopalni ropy w Bóbrce, strażacy i włościanie — przed   nią liczne duchowieństwo, za nią zacna rodzina, przyja­ciele, znajomi, dzieci z założonej przez ś. p. Ignacego i własnym kosztem utrzymane] szkółki, słynnej z wy­robów koronkarskich. Nareszcie włościanie płci obojej, wszystko w uroczystym stroju, wszystko pieszo, a za nimi próżne wozy, bryczki i powozy. Już się zmierzchało, gdy ustawiono zwłoki w kościele, — a po skończonych ceremonjach kościelnych, rozeszli się żałobnicy, aby na drugi dzień znowu powrócić i ostatnią posługę zmarłemu oddać.

 

Jakby niebo sprzyjało oddaniu czci zmarłemu, ściągnął mróz wczorajsze błoto, a słońce najmniejszą nie ćmione chmurką, spokojnie płynęło po lazurowem przestworzu. To też od samego ranka widać było zewsząd spieszących pielgrzymów pieszo, wozami, bryczkami, powozami. Deputacje cechowe wchorągwiami z Krosna, Dukli, Jasła, straże ochotnicze ogniowe z Krosna, Jasła, Rymanowa (dzięki którym wzorowy panował porządek szczególnie w kościele, gdzie bez ich interwencji przy natłoku do 4000 ludzi, nie trudno było o smutne wypadki). Patrząc na te, zewsząd gromadnie i pojedynczo zbierające się w Zręcinie tłumy, myślałbyś, że to dzień szczególnie uro­czysty wygnał wszystkich z domów i ku Zręcinowi skierował. Od samego rana odprawiali kapłani Msze św. w pięknym kościele w Zręcinie, fundowanym: wspólnie przez śp. Ignacego, właścicieli Zręcina pp.. Klobassów i parafian.

 

Na środku kościoła wznosił się wysoki katafalk, a na nim wśród światła i zieleni spoczywała trumna śp. nieboszczyka. Widok ten, jakkolwiek smutny, przecież radością napełniał duszę, gdy zbliżywszy się, policzyłeś wieńce, któremi literalnie pokrytą była cała trumna. To ostatni wyraz hołdu od różnych czcicieli śp. Ignacego. Prócz wieńców od familii, był wspaniały wieniec klubu postępowego sejmowego, przez posła tegoż klubu p. T. Meruuowicza złożony. Wieniec od członków Rady powiatowej krośnieńskiej, której śp. Ignacy był członkiem, równie piękny wie­niec od obywatelstwa z powiatu; oba złożone na trumnie przez prezesa Rady powiatowej, p. Starowieyskiego, i jego znaną z cnót i zalet iście polskich córę. Dalej zdobił trumnę wieniec górników, malutki wieniec dzieci szkółki w Chorkówce, piękne wieńce miast Krosna i Jasła, których śp. Ignacy był oby­watelem honorowym, wieniec straży ochotniczej ognio­wej jasielskiej, niemniej laurowy wieniec Redakcji „Sztandara polskiego" i „Strażnicy polskiej" z na­pisem: ś. p. Ignacemu Łukasiewiczowi, dobrze zasłu­żonemu Ojczyźnie i swemu Dobrodziejowi, a wreszcie wieniec od urzędników c. k. starostwa w Krośnie. (…)

 

Że ś. p. Ignacy od wszystkich był czczony i ko­chany, i w ten dowód nie małej wagi, że kościół cały i większa część cmentarza literalnie zapchane były żałobnikami nawet z najdalszych powiatu za­kątków, wszelkich stanów i wyznań. Nawet żydów nie brakło, którzy z Dukli i okolicy przybyli oddać po raz ostatni cześć i wyrazić wdzięczność (…) Mogło być wielu ciekawych tyl­ko - ale ci liczyli się tylko do wyjątków - czego dowodem  to 4.000 rzesza żałobnych gości w Chorkówce.

 

Jak daleko pamięć ludzka sięga, nie widziano na żadnym pogrzebie w naszym powiecie takiego natłoku z bliska i z daleka przybyłych ludzi.

 

Nie brakło i braci Rusinów; co więcej, ducho­wieństwo ruskie na wyścigi prawie z łacińskiem starało się jak najuroczyściej oddać cześć i ostatnią posługę - swemu posłowi i dobroczyńcy. Czterech kapłanów   grecko-katolickiego   obrządku   odprawiło solenną wotywę,  podczas której śpiewał nabożne pienia. piękny chór ruski.

 

Nad trumną u wnijścia do grobowca przemówił jeszcze p. Szostkiewicz, inspektor Rady szkolnej okręgowej w Jaśle, podnosząc zasługi ś. p. Ignacego około oświaty ludowej, a w końcu p. Gorajski wł. dóbr i poseł na Sejm, zaznaczył krótkiemi a gorą­cemu wyrazy działalność ś. p. Ignacego jako obywatela.

 

Po wotywie celebrował czcigodny ks. prałat Skrzyński solenną sumę, podczas której odśpiewał p. S. (urzędnik c. k. starostwa) pięknym, silnym te­norowym głosem bardzo piękny utwór pogrzebowy. Po sumie skreślił wymowny ks. proboszcz Samocki (z Miejsca) rzewnemi słowy bogobojny żywot ś. p. Ignacego, — przykre koleje życia Jego — jako ucz­nia, potem magistra farmacji, jako więźnia stanu od r. 1846 do 1848, jako twórcę i najsilniejszą dźwignię przemysłu naftowego w kraju, jako obywatela nie­zmordowanego w pożytecznej pracy, zaszczyconego orderami dworów cesarskiego i papieskiego; honorowym obywatelstwem miast Krosna i Jasła — man­datem ; poselskim i dyplomami kuratora lub członka honorowego różnych pożytecznych towarzystw, wreszcie jako najlepszego męża, krewnego, gospodarza, sąsiada i dobroczyńcy.

 

Zbliżyła się wreszcie ostatnia najsmutniejsza chwila, — która miała i te resztki ziemskie ś. p. „Ojca" zakryć na zawsze  przed oczami tyle go kochających druhów i czcicieli. Wyrok nieubłaganej śmierci musiał być zupełnie wykonanym. Ciało z wszystkiemi jego ziemskiemi kruchemi ozdobami, ustawiono około 4. po południu nad wnijściem do grobowca obok kościoła na cmentarzu się znajdują­cego, grobowca Wielmożnych pp. Klobassów, bo ś. p. Ig­nacy o nikim nie zapominając, zapomniał o sobie, i być może nie spodziewając się jeszcze śmierci, (bo go rzeczywiście prawie znienacka zapalenie płuc prze­ziębieniem spowodowane, na łoże powaliło i pomimo gorliwej opieki lekarskiej w kilku dniach nić życia jego przedwcześnie przecięło) — nie miał czasu, ni miejsca spoczynku dla siebie i familji przygotować, ni rozporządzenia ostatniej woli pozostawić.

 

Szkoda tylko wielka, że się nie znalazł nikt z pośród ludu, któryby w imieniu ludu i do ludu głośno urbi et orbi dał wyraz czci i wdzięczności dla męża, który tyle  dla niego działał...

 

(…).

 

Dobre imię i zasługa prawdziwa, to pomnik trwalszy od śpiżu. Cześć mężowi, co sobie nań u ziomków zasłużył — niech mu ziemia lekką będzie, którą tak całą duszą ukochał".

 

Jurek Szczur